To już kolejny wpis o produkcie kolorowym. Tym razem o odrobinie koloru na policzku za dosłownie kilka groszy.
Róż Wibo, bo o nim mowa, to produkt polskiego producenta z miejscowości Kartuzy k/Gdańska. Elegancki efekt za grosze.
| źródło: rossnet.pl |
Do tej pory używałam (... i używam nadal,bo nie ma szans by je zużyć ;-)) droższych róży (MAC, Bourjois, Inglot) jednak w tym sezonie zażyczyłam sobie coś mocniej brzoskwiniowego, koralowego i koniecznie bez drobinek - Wibo nr 3 spełnił te oczekiwania.
| źródło: rossnet.pl |
Znałam już te róże, jednak kiedyś źle dobrany kolor - chłodny, brudny, prawie fioletowy nr 12 - nie pasował do mojej karnacji i ledwie tknięte opakowanie powędrowało w dobre ręce. Pamiętałam jednak, że był niezłej jakości, zatem spróbowałam ponownie.
Opakowanie - niebrzydkie, proste, nie wygląda tandetnie, tym bardziej, gdy nastoletnie i młodzieżowe czasy już za nami.
Kolor - mój nr 3 jest bardzo nasycony, podobnie i 12-tka, którą miałam kiedyś, nałożenie na twarz nie wymaga tyle pracy co np. Mineralize MAC czy wypiekanego Bourjois. Do tego nieźle się rozciera, gdy zdarzy się nam jakiś błąd.
Cena - w promocji poniżej 8zł, regularnie mniej niż 10. Rewelacyjna , tym bardziej, gdy odniesiemy ją do wydajności - zresztą róże chyba są najwydajniejszym kosmetykiem jaki znam...;-)
Wybór kolorów - niby spory, ale ja bym dorzuciła coś jeszcze dla żółtej tonacji, więcej brzoskwiń, korali (są dwa ciepłe odcienie) - przeważają jednak różowe i chłodne fiolety.


0 komentarze:
Prześlij komentarz